Jak mając $100 wygrać $1000 w pokera?

Jak mając $100 wygrać $1000 w pokera?

Na samym początku chciałbym zaznaczyć, że nie uważam, aby pomnożenie swojego bankrollu ze 100$ do 1000$ było jakimś niezwykłym dokonaniem.

Prawdę mówiąc jest to osiągnięcie dosyć przeciętne, jednak wielu początkującym graczom nie udaje się utrzymać na powierzchni, a co dopiero mówić o zyskach.

Dlatego chciałbym, aby ta relacja mogła być pewnym drogowskazem na krętych ścieżkach pokerowych zmagań.

Mam nadzieję, że błędy, które sam popełniałem staną się czerwonym światełkiem dla kolejnych graczy.

Pierwsze podejście

Przyznam bez bicia, że pierwsze podejście nie było udane. Depozyt wyniósł zaledwie 100$, a już w moich oczach nabierał mocy tysiąca. Założenia miałem proste – wystarczyło grać ABC na stawkach 0,05$/0,10$.

Odpalałem soft i cisnąłem przeważnie od 4 do 5 stołów naraz, co pozwoliło mi na umiarkowane wyczucie przeciwników. Do gry wybierałem głownie stoły ze wskaźnikiem 20% graczy oglądających flopa i jak najwyższym średnim pot’em, zawsze wchodziłem na stół z maksymalnym stack’iem.

Wiem, że 100$ bankrollu to tylko dziesięć buy-inów, ale takie przełożenie jest optymalne dla mojej gry na niskich stawkach, potrafię wtedy lepiej zagrać niż mając trzydzieści lub więcej wpisowych.

Starałem się grać głownie z pozycji. Bez pozycji wchodziłem tylko wtedy kiedy miałem wysokie pary, lub Asa z dowolną kartą w kolorze i pod warunkiem, że zapowiadało się więcej przeciwników w grze. W ten sposób dawałem sobie szansę, że w razie gdybym trafił dobrego flopa było by od kogo wyciągnąć szmal. Bez pozycji nie wdawałem się w potyczki z dyskusyjnymi kartami.

Kolejną złotą zasadą było nie angażowane całego stacka w rozdania typu coin flip, all ina rzucałem tylko wtedy kiedy wiedziałem, że mam cholernie wielką przewagę lub nuts’a. Podobnie było w przypadku kiedy, to przeciwnik ostro zagrywał – nie pozwalałem sobie na sprawdzenia mega silnych układów wrogów. Pisałem o tym kiedyś, że 70% straconych pieniędzy, to jest właśnie szmal, którym opłaciliśmy nuts’y przeciwników lub inne marginalnie dobre układy. Ten styl pozwalał mi na bardzo stabilną grę, wahania bankrollu były małe, ale powoli rósł do przodu.

Oczywiście jeśli mowa o zarządzaniu bankrollem, to nie mogłem ominąć stop loss. Ten margines strat pozwalał na wyznaczenie punktu, w którym w mojej głowie mogły zacząć się dziać złe rzeczy. Dla mnie takim punktem na sesje były 2 buy-iny. Przy tak spokojnym stylu gry i tak małym portfelu strata dwóch wejściówek musiała oznaczać jakieś srogie badbeat’y. W takich chwilach lepiej odejść od kompa,i zająć się czymś innym.

W ciągu 15 dni, grając średnio godzinę lub dwie, w weekend cztery lub pięć, udało mi się dobić do 250$ banku. Nie wiem czy to jest dobry wynik. Nie obyło się oczywiście bez zgrzytów, w jednym dniu soft niezbyt miło mnie traktował, dostawałem mega mocne karty, ale zawsze trafiłem na kogoś z jakimś frajerskim układem. Na początku jeszcze pasowałem, ale pod koniec sesji zacząłem grać agresywniej co skończyło się sesją na minus 5 buy-inów. Zaraz po tym przebrałem się i wyszedłem z domu na basen, nie omieszkałem przy tym ominąć sauny, w której wszystkie złe emocje znalazły ujście.

Kiedy miałem już 300$ na blacie przesiadłem się na stawki 0,10$/0,25$. Dwie sesje na plus, po czym zacząłem lecieć na łeb na szyję. I tu powodów mogło być kilka.

Po pierwsze, w między czasie utonąłem w pokerowych artykułach i to trochę namieszało szyki w mojej grze. Za bardzo próbowałem przejąć czyjś styl gry zamiast zostać przy swoim. Po drugie, zbyt poważnie wziąłem sobie do serca ten wyższy level i odpalałem na początku dwa stoły, co kompletnie wiało nudą i szukałem daremnej akcji wchodząc w beznadziejne partie. Kiedy wróciłem do pięciu stołów na sesje, zaczęła się dla mnie czarna seria, a mój bankroll stopniał jak waniliowy rożek na czterdziestostopniowym upale.

Jedyną mądrą rzeczą jaką mogłem wtedy zrobić, to odpocząć trochę od gry i wszystko przeanalizować, albo zejść na niższe stawki, żeby znowu wejść w swój tryb gry. Niestety, nie posłuchałem sam siebie i dałem się stiltować. Ostatecznie roztrwoniłem resztę forsy grając w omahę i dostając solidnego badbeat’a. Mój kolor na asie poległ, bo jakiś osioł do końca furował z setem dwójek, a na River stół się sparował i poczułem się jakbym dostał w twarz mokrą ścierką kuchenną. Na szczęście głupota nie boli.

Drugie podejście

Strata wcale mnie nie załamała, ale tylko zmobilizowała do kolejnego podejścia. Kolejny depozyt również wyniósł okrągłą stówę, lecz tym razem odpalałem po 9 stołów jednocześnie i nie skupiałem się na tym ile mam pieniędzy, tylko na tym jakie decyzje podejmuje podczas gry.

Wyniki były zadowalające. Po tygodniu gry (grałem ok. 1-3 godzin dziennie) miałem już ponad 300$. W tym momencie mocno się zastanowiłem czy zostać na tych stawkach, czy wejść wyżej. Karta szła mi w miarę, badbeat’ów zbyt wiele nie było, dlatego obawiałem się, że wchodząc wyżej znowu zacznie się czarna seria i polegnę. Dlatego chciałem ją przeżyć jeszcze na najniższych stawkach.

Moje przeczucie mnie nie myliło, bo kolejne dwa tygodnie na stawkach 0,05/010$ ani trochę nie posunęły mnie do przodu. Nawet w pewnym momencie zszedłem do pięciu stołów jednocześnie, sądząc, że to wina moich karygodnych błędów.

Badbeat

Jednak problem tkwił w tym, że cholernie mi nie żarło. Co chwile znajdowałem się w sytuacjach, gdzie byłem pewien mojej słabszej ręki i musiałem pasować. Dobrym przykładem było rozdanie, w którym na button’ie dostałem dwa króle. Oprócz małego i dużego blinda do gry weszło trzech graczy, dwóch ze środkowej pozycji i jeden z cutoff’a. Nie chciałem mieć tylu przeciwników po flopie, więc podbiłem big blinda razy pięć i dostałem trzy sprawdzenia. Na flopie ukazały się As, Dama i 7, wszystkie w piku. Moje króle były w kolorach kier i karo. Gracz z dużego blinda od razu uderzył o wysokość puli, ten ze środkowej tylko sprawdził, a cutoff zagrał allina z full stackiem, na co ja oczywiście spasowałem, a reszta sprawdziła. Jak się okazało po odkryciu kart, facet na bb miał AA, środkowy trzymał w ręku 77, a gość z cutoffa miał AK off, lecz król był pikowy. Na turn padła niczego nie zmieniająca trójka, a na river 8 pik i cutoff zgarnął całą pule. To rozdanie było oczywiście dosyć mocno ekstremalne, ale przez ten czas wiele miałem podobnych ścięć, nie mówiąc już o tym, że przegrywałem alliny z AA przeciwko jednemu przeciwnikowi.

Po dwóch tygodniach kiedy się trochę uspokoiło postanowiłem wejść na stawki 0,10/025$. Na początku grałem cztery stoły naraz, co mnie trochę nudziło, ale było to konieczne, aby się przystosować. Po kilku sesjach przerzuciłem się na sześć, a potem dziewięć stołów. Starałem się trzymać starych zasad i dobrze na tym wychodziłem. Na tych limitach było trochę więcej dobrych graczy. Takie zagrania jak floating czy squeeze były tu częściej spotykane. Dlatego selekcja rąk preflop była tu tak ważna. Niechcianą sytuacją było znalezienie się w grubych rozdaniach na kilku stołach jednocześnie bo to automatycznie uniemożliwiało celną analizę.

Minęło 50 dni od momentu dokonania mojego pierwszego depozytu, mój bankroll wynosił już ok 500$. Ale nie zamierzałem jeszcze wchodzić na wyższe stawki. Moje postępy na obecnych limitach jakby nieco przystopowały. Postanowiłem trochę odetchnąć od full ringów i przerzuciłem się na krótkie stoły.

Od razu odczułem większe wahania bankrollu. Sześcioosobowe stoły charakteryzowały się dużą dynamiką i agresywniejszą grą. Co nie zawsze pozytywnie wpływało na moje konto, zwłaszcza kiedy przeciwnicy było ostrymi wyjadaczami, a mi brakowało atutów w rękawie. Kilka dni gry na shorthandach nie przyniosło żadnych widocznych zmian.

Turnieje MTT

Chciałem trochę odpocząć od stołów cashowych, dlatego 100$ z banku przeznaczyłem na grę turniejową. Zamierzałem grać MTT, a do tego potrzebowałem czasu. Pracując na etacie nie miałem go zbyt wiele, dlatego na grę MTT zarezerwowałem najbliższy weekend.

W turniejach tego typu wariancja ma dużo większe znaczenie niż w grze ringowej, głownie dlatego, że nie dojdziesz do finałowego stołu nie wygrywając przynajmniej jednego sporego coin flipa. Skoro na stole cash można z kretesem przegrać 8 na 10 rąk z AA, to przegranie dwudziestu sytuacji 50/50 nie jest czymś niezwykłym. Dlatego przeznaczenie tak dużej części puli do gry nie było genialnym pomysłem.

Na szczęście los stał po mojej stronie. Po dwóch dniach spokojnego pykania MTT za drobne wpisowe (3$ lub 5$) moja zainwestowana stówa się zwróciła wraz z nadwyżką w postaci 80$. Trzymałem się z dala od turniejów turbo, co pozwoliło mi na spokojniejszą grę. W porównaniu do ringów, turnieje są znacznie ciekawsze w późniejszych fazach gry. Rosnące blidny i ante wymuszają na graczach podejmowanie akcji, dzięki czemu przy stole nie wieje nudą.

Fajnie było się na chwile oderwać i spróbować czegoś innego, jednak mój bankroll był za wąski na granie MTT za sensowne kwoty, a poza tym forsa leży na stołach typu cash. 580$ to wciąż za mało aby grać 0,25$/0,50$. Poszedłem za radą Knisha z filmu „Rounders” i zadowalałem się jednym grubszym wygranym rozdaniem na godzinę. Było to wystarczające, aby mój portfel rósł w siłę. Jak mówi powiedzenie „grosz do grosza i będzie kokosza…”.

Nie furowałem za bardzo, pozwalałem innym szaleć, co poskutkowało tym, że miałem opinie czajnika wśród graczy, których często widywałem przy stole. Była to bardzo cenna informacja, dlatego postanowiłem ją wykorzystać. Wiedząc o tym, że oni wiedzą, miałem większe pole do blefu i regularnie to wykorzystywałem. Oczywiście zdarzało mi się zostać nakrytym, co również potem starałem się wykorzystać.

Po jakimś czasie zmniejszyłem ilość granych stołów do pięciu, a kiedy mój bank przekroczył 750$ rzuciłem się na stawki 0,25/0,50.

Analiza i samokontrola

Minęły równe trzy miesiące odkąd zacząłem mój challenge. Cały ten czas prowadziłem skrupulatne notatki w Excelu. Notowałem ilość godzin gry, profity, stan bankrollu, przy stratnych sesjach notowałem co było przyczyną takiego stanu rzeczy i w miarę możliwości starałem się eliminować te błędy.

W chwili obecnej jestem święcie przekonany, że największy wpływ na nasze zyski, nie ma wcale karta, ani też umiejętności, ale mentalne przygotowanie się do gry. Możemy mieć w jednym palcu wszystkie zagrania, ale jeśli mamy coś nie tak z głową to nigdy nie wejdziemy na wyższe levele.

Chodzi mi przede wszystkim o obiektywne patrzenie na naszą grę. Nasi przeciwnicy też mogą być dobrymi graczami i najczęściej takimi są, nie każdy przy stole to donk. Nasze decyzje nie są nieomylne, a podkręcony soft to najlepsza wymówka kiedy dochodzi oponentom do mocnych układów.

Kontrolowanie stanu swojej psychiki jest niemal tak ważne jak kontrolowanie puli. Dlatego kiedy czułem pierwsze oznaki mojego tilt’u, wymierzałem sobie w pysk dwa szybkie ciosy i wstawałem od komputera. Tylko w ten sposób mogłem osłonić swój bankroll.

Sukces

Cztery miesiące i 20 dni zajęło mi dobicie do 1000$. Trzeci level mocno różni się od pierwszego, więcej przebywa tam regularnych graczy, którzy szybko uczą się naszej gry na podstawie betting patterns. Granie wielu stołów naraz utrudnia miksowanie gry, oraz czytanie innych graczy, dlatego na ostatnim limicie grałem maksymalnie cztery stoły, a przed każdą sesją rozgrzewałem się, oglądając inne stoliki i próbując wczuć się w grę.

Jeśli nie byłem się w stanie skupić na grze w ogóle nie zaczynałem sesji. Na początkowych stawkach nie musiałem za dużo myśleć, większość decyzji podejmowałem prawie automatycznie. Im wyższe stawki, tym ważniejszy jest czynnik ludzki, a mniej istotne karty. Najważniejsze to znajdować słabe punkty wroga jednocześnie nie dając mu poznać, że się je znalazło.

Obecnie odszedłem od Cashów. Na blindach 0,5$/1$ dużo ciężej jest o stały profit. Poziom jest dużo trudniejszy i wypracowanie regularnego zysku jest cholernie wyczerpujące a czasem wręcz utrudnione przez niewiarygodne rozdania.

Zysk w przeliczeniu na czas jaki poświęcałem grze mnie nie satysfakcjonował stąd moja decyzja o przejściu na stałe na „weekendowe” turnieje MTT. Przede wszystkim mam więcej czasu na inne zajęcia, a kiedy karta sprzyja to i zysk z Turków jest dużo większy.

Rozpatrywałem również grę na niższych limitach i ciułanie cent do centa od słabiaków, ale jak to powiedział Mike McD („Rounders”), grając w ten sposób można przesrać całe życie. Ten sposób zarobku wprawdzie daje dużo swobody w prywatnym życiu lecz do niczego konkretnego nie prowadzi. Jeśli docieramy do miejsca, w którym nasz rozwój stoi pod znakiem zapytania, to czy nie warto zastanowić się nad nowymi możliwościami?

Gdzie w internecie mogę zagrać w pokera?

W dzisiejszych czasach online poker jest bardzo popularny a w internecie istnieją setki różnych witryn udostępniających grę. Polecamy 5 najlepszych naszym zdaniem pokerroomów: TitanPoker, Betclic Poker, Everest Poker, i4Poker, Cake Poker. O tych, oraz innych pokerroomach możesz przeczytać w naszym serwisie.

Autor artykułu: Miguel

Zobacz także:

Czytaj o: historia, jak zarobić 1000 dolarów, jak ze 100 zrobić 1000, niskie stawki, odpoczynek, Poker, porady, pozycje, psychika, psychologia, samokontrola, stop-loss, turnieje, turnieje MTT, zarządzanie bankrollem


Dodaj komentarz: